Stay in Neverland

Radosna magia dźwięku, czyli muzyczni czarodzieje

Na gorące owacje zachwyconej publiczności, okrzyki ukontentowania i niekończące się bisy zasłużyli w Łomży czterej utalentowani muzycy z zespołu The Globetrotters, którzy wczoraj wystąpili z koncertem podczas Łomżyńskiej Jesieni Kulturalnej, zorganizowanej przez Miejski Dom Kultury Dom Środowisk Twórczych. Bernard Maseli (wibrafon i kalimba), Jerzy Główczewski (saksofon altowy i sopranowy, flet poprzeczny), Nippy Noya (instrumenty perkusyjne i kalimba) oraz Kuba Badach jako cudownie wszechstronny wokalista stworzyli znakomity kwartet i radosną atmosferę. Ucztę duchową!

Entuzjazm muzyków udzielił się niemal od początku ok. 150-osobowej widowni w sali na drugim piętrze MDK DŚT. Miłośników kultury wysokiej przybyło tylu, że zabrakło krzeseł. Trudno zaklasyfikować stylistycznie utwory, autorstwa głównie Bernarda Maseli, który założył zespół w 1999 r. (warto przypomnieć, że występujący od 28 lat wirtuoz był już w Łomży z Urszulą Dudziak i Krzysztofem Ścierańskim).

Tym razem usłyszeliśmy utwory nawiązujące do tradycji etnicznych muzyki afrykańskiej, indyjskiej, śródziemnomorskiej, latynoskiej, polinezyjskiej i Bóg raczy wiedzieć, jakiej jeszcze. Niektóre utwory brzmiały jakby wyjęte z kręgu czystego jazzu, inne balansowały na granicy jazzrocka i muzyki elektronicznej. Bogactwo dźwięków powstało z połączenia kunsztu i wyobraźni muzyków oraz rozbudowanego instrumentarium.
Z łomżyńskim perkusistą Przemysławem Starachowskim obejrzeliśmy sobie laboratorium cudownych dźwięków Globetrotters. Najbardziej zaintrygowała mnie kalimba. To płaska drewniana skrzyneczka z metalowymi sztabkami, które trącane kciukami dają brzmienie np. pozytywki, katarynki albo wodospadu czy pojedynczych kropel. A do tego, m.in., płaskie kongi, bongosy (rodzaje bębenków), guiro (wielkości sporego bakłażana dającego efekt tarki), gongi, cowbells (krowie dzwonki), agogo bells (metalowe stożki, przypominające kościelne zagaszacze świec), marakasy (grzechotki) i janczary (dzwonki jak bombki choinkowe, osadzone w kilku rzędach na drążku). Instrumentów było więcej, ale niektóre pojawiały się dopiero w trakcie żywiołowego grania. Przez moment zastanawiałem się nawet, czy Nippy Noya zagra na swoim naszyjniku, przypominającym buddyjski różaniec kontemlacyjno-medytacyjny... Bernard Maseli na wibrafonie, brzmiącym np. jak klasyczny fortepian, organy katedralne czy Hammonda, wyczarował nawet kilka akordów puszystymi włosami, chociaż poprawnie uderza się w sztaby trzymając po dwie pałeczki w ręce. A metalowy trójkąt, jaki znamy z przedszkola, zamienił się w dłoniach Nippy'ego Noya w cudowną fabrykę złudzeń, gdy nie wiadomo było, czy poruszamy się wśród klaksonów wielkiego miasta czy wśród cykad, świerszczy lub rechotu żab. Czy to liście szeleściły, czy łany zbóż...? Tykające zegary, odgłosy ptaków i owadów, maszyn i kroków przechodniów, zanurzone w tradycji światowej muzyki etnicznej skłaniają pewnie nie mnie jednego do uznania, że w Łomży pojawili się wreszcie twórcy tzw. world music. Jerzy Główczewski zaimponował improwizacjami na saksofonach, tak że niemal czuło się oddech Jazz Jamboree. A do tego nasza publiczność: pstrykająca palcami, klaszcząca, przytupująca i głośno piszcząca w zachwycie.

Wreszcie - last but not least - zachwycający głos Kuby Badacha. Ależ w tym wokaliście drzemie siła! Wokal raz szorstki i chropawy, innym razem słodki i liryczny. Słyszeliśmy z jednego gardła i płuc wydobyty tenor i falset, bas i baryton, alt i mezzosopran! Jego ogromna swoboda poruszania się w linii melodycznej i poza nią, muzykalność wprost nie z tej ziemi i wyczucie niuansów rytmicznych oraz dar imitowania instrumentów zostaną w pamięci każdego, kto spędził z artystami ów cudowny wieczór.

- Tego mi było trzeba, bo na taki koncert czeka się w Łomży cały rok - chwalił muzyków i organizatorów młody łomżyński gitarzysta Maciej Samluk. - Rok temu na Łomżyńskiej Jesieni Kulturalnej grał przecież saksofonista Adam Pierończyk, a dwa lata temu gitarzysta Marek Napiórkowski! Łomża była spragniona tego koncertu.

Brawo magiczni Globetrotters, brawo organizatorzy z MDK-DŚT, brawo sponsorujący od lat wyczekiwaną Jesień Kulturalną Browar Łomża. Zgrana trójka, bez której nie byłoby nad Narwią muzycznych czarodziejów, którzy dzisiaj w Białymstoku występują z ostatnim koncertem na trasie promującej płytę "Both Sides" (2005).

Mirosław R. Derewońko

Podziękowania dla Adama Gardockiego za zdjęcia.

źródło: www.4lomza.pl
 
 

Zaduszki Jazzowe - The Globetrotters

lilka
pinczow.com
02.11.2008 01:37
Owacjami na stojąco przyjęli Pińczowianie występ zespołu The Globetrotters. Oryginalne połączenie jazzu, soulu, fusion, elementów muzyki etnicznej z ekspresją wykonawców stworzyło niezapomniana atmosferę drugiego koncertu zaduszkowego.
W składzie zespołu zagrali:
Bernard Maseli - wibrafon, Kuba Badach - vocal, Jerzy Główczewski - saksofony, Thomas Celis - Sanchez multiinstrumentalista - instrumenty perkusyjne) .

Koncerty poprowadził znawca jazzu, dziennikarz Ireneusz Felicjańczuk.

 

                                                                                             
 

Wasze komentarze

»krzychupin 2008-11-02 04:18:38
Stay in Neverland : piękne
Washing of the Water : a na temat tego kawalka sie nie wypowiem powiem tak " niechce sie wstac z miejsca"!!!
http://www.globetrotters.vernet.pl/mp3.htm
Tu mozna sobie je sciagnac :) pozdrawiam

~tdt 2008-11-02 09:17:20
Pięknie, bardzo pieknie.....

~rsc 2008-11-02 16:32:36
DAWNO NIE PRZEŻYŁAM TAKICH EMOCJI. w pińczowie jestem od trzech dni , na koncertach jAzzowych od 30. , ale to co było wczoraj i dziś było czymś co nie da nie da nie da o sobie zapomnieć.
szkoda , że was tam nie było ..... szkoda !!!!! Brawo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

~SFERIS 2008-11-02 16:36:01
w KAŻDYM RADIU MÓWIĄ O pIŃCZOWSKICH ZADUSZKACH. gRATULUJĘ. z BUSKA


~NNN 2008-11-02 16:40:18
NAREZSZCIE JAKIEŚ KOMENTARZE! aLE BYŁO PRZEPIEKNIE

~Marek 2008-11-03 11:52:10
widze, ze Pinczow rozwija sie artystycznie. i nie tylko! bylem na TCF, bylem na Globetrotters. bede u Was jeszcze nieraz! niech moje miasto Wam zazdrosci. pozdrowienia z Jedrzejowa!

~Poprostu JA* 2008-11-04 03:01:44
Byłam w sobotę na The Globetrotters,było rewelacyjnie!!Słuchałam wcześniej ICH kawałków, a muzyka na żywo brzmi jeszcze lepiej!!!!!
Wielki plus dla organizatorów.

~błaszek 2008-11-04 08:46:35
Najlepszy koncert tegorocznych zaduszek -wbiło mnie w krzesło i nie mogłem wstac

DOKOŁA ŚWIATA


Pomocnik Muzy-natchniuzy przedstawia! Kolejny odcinek namuzowywania...

ODCINEK 7:
DOKOŁA ŚWIATA

Jakiś czas temu miałem ogromną przyjemność wysłuchać na żywo zespołu, który zabrał mnie w niezapomnianą, oryginalną i ekscytującą muzyczną podróż. Bliżej mi nieznani wcześniej podróżnicy, wirtuozi, muzycy przez wielkie M – po prostu The Globetrotters. Grali za miedzą, w Chybiu, więc grzechem byłoby nie udać się na koncert tej kapeli rekomendowanej mi przez wielu znajomych… Oczywiście było warto. To jasne – w przeciwnym razie nie namuzowywałbym teraz o tym. :)
Magia, energia, emocje, różnorodność! Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś tak niezwykłego. Globetrottersi wbili mnie w fotel, wyprali muzycznie, poszerzyli horyzonty… Czterech muzyków, dwa razy więcej gatunków. Po pierwsze wokal (najlepszy w Polsce!) – Kuba Badach. Jeśli miałbym wymyślić jakieś kuriozalne porównanie, to byłoby to: „skrzyżowanie Bobbiego McFerrina i Urszuli Dudziak”. ;) Taki człowiek-orkiestra wydający z siebie przeróżne dźwięki i mający genialną barwę głosu. Muza-natchniuza M. prosiła, żebym dorzucił słówko o Badachu od niej: „szykowny synek”. Poza tym śpiewa również w Poluzjantach - funkowej kapeli założonej ponad 10 lat temu przez studentów Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w Katowicach. Suche informacje zbyt wiele tutaj nie wniosą (zainteresowanych odsyłam na domową stronę Kuby -
www.kubabadach.pl oraz po poradę do dr-a Google i prof. Wikipedia ;)), trzeba po prostu posłuchać jak śpiewa…
Na początek „All I want”:
Żałuję, że nie znałem tego wcześniej…
Oczywiście Badach to nie całe The Globetrotters. Założycielem zespołu jest Bernard Maseli, wybitny wibrafonista, kompozytor oraz wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach. Na instrumentach perkusyjnych gra Nippy Noya, światowej sławy indonezyjski perkusista oraz… mistrz kalimby – afrykańskiego instrumentu, którego niepowtarzalne brzmienie zachwyciło mnie od pierwszego dźwięku…
Kawałek drewna. Kilkanaście blaszek… Fenomen prostoty! Magia! Jeżeli dźwięki kalimby przeniknęły Twoją duszę, to odsyłam na stronę innego wirtuoza i propagatora tegoż instrumentu Marka Holdaway’a:
www.kalimbamagic.com
Wróćmy jednak do bohatera tego odcinka. Nie można zapomnieć o jeszcze jednym instrumentaliście Globetrottersów – Jerzym Główczewskim. Bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że potrafi gość porządnie dmuchnąć w saksofon i flet. (Zresztą… każdy z Globetrottersów wykonuję swoją robotę perfekcyjnie.) Poza tym wykłada na Akademii Muzycznej w Katowicach razem z Maselim. Nic dodać, nic ująć… niech gra muzyka i podróżujemy dalej…

… i na koniec, z ukłonem dla Muzy-natchniuzy, która uwielbia covery wszelkie, utwór Sting’a "They dance alone" w wykonaniu Wielkich Podróżników:

I tak oto dotarliśmy do końca kolejnego odcinka naszego kącika kulturalnego, ale muzyczna podróż się nie kończy… Zachęcam wszystkich do odwiedzenia oficjalnej strony zespołu: THE GLOBETROTTERS.
Szukajcie, słuchajcie, dajcie się ponieść dźwiękom… I piszcie do nas.
Pozdrawiam serdecznie!
cRush
-------------------------------------------------------------

materiał pochodzi ze strony : www.strumien.com
 
RELACJA Z KONCERTU ZESPOŁU THE GLOBETROTTERS
(29.10.2007 r., SALA WIDOWISKOWA  NCK “SOKÓŁ”)


Koncert zestawu takich indywidualności jak Bernard Maseli, Jerzy Główczewski, Kuba Badach i Nippy Noya, od początku zapowiadał się jako niezapomniane wydarzenie. Jednak pamiętajmy, że nie zawsze oczekiwania pokrywają się z rzeczywistością. Wielkie umiejętności instrumentalistów tej klasy nie muszą iść przecież w parze ze zgraniem i ciekawą całością. W tym przypadku było inaczej. Nie było nudnych przeciągających się solówek muzyków w każdym utworze. Wręcz przeciwnie. Popisy umiejętności łączyły się w bardzo logiczną muzyczną całość.
Muzyka zawierała w sobie bogate brzmienia, harmonię i ciekawe rytmy. Można było usłyszeć muzykę świata – bo tak dużą różnorodność stylistyczną miały dźwięki dochodzące do naszych uszu. Fusion, jazz, etno – wszystko to w znakomitych aranżacjach. Jednym słowem – majstersztyk.
Bohaterowie wieczoru wykazywali się również dużym poczuciem humoru, kiedy to między utworami zabawiali publikę bystrymi żartami na swój temat i nie tylko. Sprawiali wrażenie bardzo wrażliwych i otwartych ludzi, z którymi łatwo nawiązać kontakt. O tym, że koncert się podobał świadczyły żywiołowe reakcje publiczności i ilość sprzedanych płyt.
The Globetrotters – naprawdę polecam wszystkim otwartym ludziom – a tym zamkniętym też – może się otworzą.

Jan Kiedrzyński
 
------------------------------------------------------------------------------------
 
Hałda Jazz Bogatynia 2009
 
Zaraz po tym w niesamowity muzyczny wymiar przeniósł nas Bernard Maseli ze swoim The Globetrotters. Cóż to była za muzyka! Nie było końca zachwytom i oklaskom. Melodyjne kompozycje spięte w klamrę "The Best of the Globetrotters" dosłownie zniewoliły słuchających. Kuba Badach zaśpiewał rewelacyjnie. Tomas Sanchez na instrumentach perkusyjnych czasami wydawał się mieć więcej jak tylko dwie ręce, ukazując kunszt jakim włada, który jest naprawdę mistrzowski. Niesamowity sound grupy okrasił na saksofonie Jerzy Głowczewski, po raz drugi zaszczycający swą osobą Hałda Jazz Festiwal.
 


żródło: www.haldajazz.com/
 
-------------------------------------------------------------------------------------
 
JAZZ FORUM IX/2003
 
 

(Recenzja płyty "Fairy Tales Of The Trees")

The Globetrotters
Fairy Tales Of TheTrees
Soliton SCD 003-2
Utwory:
Jungle Book; Fatima; Missing; Over the Kalaghari; You Are Not Here; Disco II; Fairy Tales of the Trees; See You
Muzycy:
Kuba Badach, śpiew; Jerzy Glówczew saksofon sopranowy i alt.; flet; Bernard Maseli, Kat, marimba, kalimba, programowanie; Nippy Noya, conga, instr. perkusyjne, kalimba, śpiew; oraz gościnnie: Dean Brown, gitara; Przemo Maciołek, gitara; Krzysztof Ścierański, gitara basowa; Leszek Szczerba, saksofon sopranowy.
„Fairy Tales Of The Trees" jest drugim krążkiem, działającego od 1999 roku zespołu The Globetrotters. Formację tę od początku tworzyli: Bernard Maseli, Jerzy Główczewski i Kuba Badach; w 2001 dołączył do nich dobrze znany w Polsce Nippy Noya, który swą grą na instrumentach perkusyjnych wydatnie wzbogacił brzmienie zespołu. Muzyka The Globetrotters to, mówiąc w największym skrócie, połączenie world musie, jazzu, popu, rocka, funku, soulu, a nawet hip-hopu i dance'u. Wszystkie te elementy zmieszane są niezwykle sprawnie i z dużym smakiem, zaś grający w zespole muzycy gwarantują wysoki poziom całości. Wydaje się, że to właśnie wkład jazzowych wykonawców odróżnia tę płytę od podobnych produkcji inspirowanych muzyką świata; świetne solówki Główczewskiego i Maselego sprawiają, że naprawdę jest o co zaczepić ucho. Od początku zwraca też uwagę jakość kompozycji z bogatą, świadomie eksponowaną warstwą rytmiczną (Maseli, Noya), ciekawą harmonią, wyrazistymi tematami i subtelnie stosowaną elektroniką. Mimo różnorodności klimatów, trudno byłoby mi wskazać jeden czy dwa utwory zwracające szczególną uwagę - świadczy to tylko o bardzo wyrównanym poziomie całości. Podobał mi się zarówno dynamiczny Jungle Book, delikatna Fatima, „rockujący", obudowany mocnymi riffami Missing (z bardzo przekonującą solówką gitary Deana Browna), tajemnicza Over the Kalaghari, jak i tytułowy Fairy Tales, w którym ciekawie połączono elementy nastrojowej ballady z żywymi motywami irlandzkimi. Prawie wszystkie utwory skomponował Bernard Maseli, któiy jest też twórcą loopów rytmicznych, aranżacji i w ogóle głównym szefem Globtroterów. Wśród wykonawców wyróżnia się na pewno Kuba Badach, który pełni tu podwójną rolę wokalisty i „instrumentu" melodycznego. Jego śpiew, w miarę upływu czasu, staje się coraz ciekawszy, dojrzalszy, choć nietrudno usłyszeć w nim echa stylu naszych krajowych wokalistów - Bałaty, Skoliasa, Szcześniaka.
BOGDAN CHMURA
------------------------------------------------------------------------------
 
JAZZ FORUM IX/2000  
 
 
 

(Recenzja płyty "The Globetrotters")

Bernard Maseli miał od samego początku ( tj. od Walk Away ) sporo pracy jako aranżer i kompozytor. Wystarczy przejrzeć stosowną dyskografię, dołożyć do tego fonograficzny ślad działalności duetu Maseli/Jakubek czyli Back In i wziąć także pod uwagę jego pracę przy ostatniej płycie Anny Serafińskiej, a droga ta doprowadzić musi do debiutanckiego, w pełni autorskiego albumu grupy Globetrotters. Ta płyta i ta muzyka to z pewnością wiarygodna wypadkowa dotychczasowych zainteresowań Maselego łącznie z tymi ostatnimi, związanymi z etnicznymi poszukiwaniami ( Music Pointers ), czy od niedawna wokalistami. To ostatnie m.in. za sprawą jednego z globetrotterów Kuby Badacha, nietuzinkowego i nietradycyjnego chciałoby się powiedzieć wokalisty, którego głos na tej płycie spełnia rolę jeszcze jednego autonomicznego instrumentu. Badach śpiewający niekiedy w "zrozumiałych językach" przywołuje mimowolne skojarzenie z M. Szcześniakiem ( Stay in the Neverland ) ale w wokalizach to już indywidualista w brzmieniu i pomysłowości melodycznej ( improwizacje ) choć nie w tej samej formule wykonawczej tak przecież niemal starej jak jazzowa wokalistyka. Oczywiście problem może stanowić brzmienie, syntetyczne, wypełnione trackami z całą masą dźwięków generowanych elektronicznie, które niekoniecznie muszą odpowiadać zwolennikom bardziej akustycznego brzmienia, ale nie dla nich jest ta muzyka i nie pomoże tu nawet jak sądzę wykorzystywany w czterech utworach kwartet smyczkowy. Ta płyta z pewnością zainteresuje zwłaszcza tych, którzy tęsknią boleśnie do brzmienia niegdysiejszego Walk Away i lubią " podróżować " po zbliżonych stylistycznie klimatach.
 
---------------------------------------------------------------------------------
 
Recenzja płyty "Both Sides" zespołu The Globetrotters
Autor:Adam Domagała 2006-05-09
recenzja pochodzi z portalu miasta.gazeta.pl/wroclaw


Zespół The Globetrotters to instytucja: istniejąc sześć lat, zagrał setki koncertów, nagrał trzy płyty, ale - przede wszystkim - ugruntował swoją markę supergrupy. Wibrafonista Bernard Maseli od lat jest klasą sam dla siebie na krajowej scenie, Jerzy Główczewski to niezrównany, rozchwytywany wirtuoz saksofonu, a wokalista Kubach Badach z powodzeniem radzi sobie także jako producent i kompozytor. Jest jeszcze gościnnie (acz coraz częściej) występujący z Obieżyświatami perkusjonista Nippy Noya - czarodziej wszystkiego, na czym można wybić rytm i "poprzeszkadzać". Najnowszy projekt zespołu nosi wymowny tytuł "Both Sides" - "Dwie strony" świata, dwa bieguny cywilizacji, bogactwo Zachodu i bieda Wschodu... Te antynomie można by mnożyć, bo skojarzeń i tropów, nie tylko kulturowych, które muzycy zawarli w tym nagraniu, jest bez liku. Mamy tu do czynienia z eksplozją rozmaitych stylistyk, ostentacyjną wręcz manifestacją eklektyzmu, mieszanką rocka, popu, transu, jungle, odrobiny (maleńkiej) jazzu. Brzmią też - jak sama nazwa zespołu wskazuje - echa muzycznych wypraw do Indii, Maghrebu, czarnej Afryki. Klasę Globetrottersów widać jednak nie w tym, z jak wielu czerpią źródeł, ale w tym, co oryginalnego z tych podebranych tu i tam elementów potrafią ulepić. A "Both Sides" to płyta, na której żonglowanie stylistykami służy nadrzędnemu celowi: zbudowaniu konsekwentnej i spójnej formy albumu jako zbioru piosenek, ale też zwartej całości. Realizacji tego zamysłu służy umieszczenie obok utworów o niemal epickich wymiarach kompozycji o zdecydowanie prostszej strukturze. Jest tu szarpiący klubowym rytmem numer tytułowy, złożony z wielu następujących po sobie "segmentów", za to spojony ambientowym pulsem "Steppenwolves". Jest też piękna ballada "All You Want", zaśpiewana przez Badacha na tle oszczędnego akompaniamentu kalimby i elektronicznego instrumentu Kat. Świetnie wypadają covery: Hendriksowskiego "Third Stone From The Sun" i patetycznego "Washing of The Water" Petera Gabriela. Całość zamyka nieco agresywna kompozycja "Sleeping Camel", której refren - a właściwie powracający motyw wokalizy Badacha - zapada w pamięć z siłą przeboju.
 
--------------------------------------------------------------------
 
 
 
Muzyk 8/2006
BOTH SIDES 

 


 Zespół The Globetrotters stanowi czterech muzyków: wokalista i basista Kuba Badach, saksofonista i flecista Jerzy Główczewski, perkusjonista? Bernard Maseli (grający na idiofonach o określonej wysokości dźwięku: akustycznym i elektronicznym wibrafonie, marimbie i kalimbie) oraz perkusjonista Nippy Noya(grający głównie na idiofonach o nieokreślonej wysokości dźwięku). W nagraniu interesującej nas płyty wzięli jeszcze udzial: skrzypek-Henryk Gembalski, akordeonista-Kuba Mietła i gitarzysta-Marek Raduli. Z siedmiu nagranych utworów, autorem­ pięciu jest Bernard Maseli, a pozostałe dwa są aranżacjami kompozycji­ "Third Stone From the Sun" Jimmi'ego Hendrixa i "Washing Of The Water" Petera Gabriela. Muzy­ka znajdująca się na krążku odwołuje­ się do wielu estetyk. W takim podejściu do materii muzycznei (dzisiaj­ zresztą jak nabardzie zwyczajowym­) tkwi pewne niebezpieczeństwo: można bowiem bez większych przeszkód dokonywać stylistycznego miszmaszu, ale trzeba mocno już uważać na końcowy efekt tych zabiegów, by przypadkiem w miejsce logicznie rozwijającej się narracji dźwiękowej nie powstal jedynie kolorowy patchwork pozbawiony znaczących treści. W moim odczuciu The Globetrotters uniknął niebezpieczeństwa przede wszystkim z dwóch powodów, po pierwsze ? sięgnął do najlepszych wzorców muzyki improwizowanej­ (m.in. Weather Reports, Quincy Jones, Bill Evans, folklor orientalny) przefiltrowanych­ zgodnie z wymogami wypracowanego przez siebie idiomu wyrazowego, a po drugie ? interpretacie zarejestrowanych utworów prezentują poziom godny najlepszych mistrzów wokalistyki i instrumentalistyki. Przebiegi melodyczne i harmoniczne kształtowane są najczęściej na bazie mocno ekspresyinych i gęstych pulsacji rytmicznych, nawiązujqcych bqdź to do struktur funkowych, afrykańskich, jazzowych,bądź to sonorystycznych i... rockowych. Wszystkie kompozycje są piosenkami (niekiedy­ wykonywanymi w językach onomatopeicznych), ale zdecydowanie odbiegającymi od typowych konstrukcji formalnych składających się ze zwrotek i refrenów (łączonych­ ze sobą w dowolnych konfiguraciach). Ciekawym zabiegiem artystycznym w nich jest konfrontowanie przyjaznych harmonicznie i rytmicznie uktadów dźwiękowych­ z wyrafinowanymi pod względem skalowym solówkami Główczewskiego (przy­pominającymi genialne kornentarze Wayne Shortera w formacjach Joe Zawinula). Zresztq wszyscy twórcy" Both Sides" grają tak, że stuchacza musi ogarnąć w jakimś momencie radość obcowania z tak wysoko postawioną poprzeczkq interpretacyjną. Pod względem dramaturgicznym album też jest skonstruowany z wyraźnie nakreśloną ideą nadrzędnego przesłania (pojawiają się, min. klimaty orgiastyczne obok momentów kontemplacyjnych, nostroje niemal smooth jazzowe obok awangardowych nawet patrząc pod kątem ortodoksji jazzowej, środki etniczne obok jazz?rockowych­), co czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym w odbiorze. Zadziwiają zdolności wokalne Badacha, chociaż zastanawia trochę łatwość z jakq nawiązuje do barwy i artykulacji wybitnych śpiewaków z kręgu soulu i rhthym and bluesa (np. Joe Cockera) To nie wada, ale też lepiej mówić indywidualnie. Tak mi się wydaje. Tym niemniej jego wykonanie, np. kompozycji Hendrixa mnie powalilo. Zresztą ta propozycia jest majstersztykiem zrealizowanym przez wszystkich w jakimś natchnieniu obezwładniającym słuchacza. I taka w sumie jest cała płyta.

Piotr Kałużny

recenzja pochodzi z czasopisma "Muzyk"
8/2006
www.muzyk.net
 
------------------------------------------------------------------------------------
 
THE GLOBETROTTERS LIVE
Centrum Kultury "Karolinka" Radzionków 18 marca 2005
( relacja zdjęciowa
www.karolinka.art.pl )

Czy potrafisz sobie wyobrazić miejsce mniej gościnne dla jazzu niż Radzionków ? Nie? Ja tak. Pomyśl o Piekarach Śląskich. Ale miałeś dużo racji. Radzionków nie jest miejscem kojarzonym z ciekawymi koncertami. Nie wspomnę o ambitnym repertuarze. A jednak. Zdarzył się cud, bo chyba w tych kategoriach należy rozpatrywać to wydarzenie. Jak do tego doszło to już zupełnie inna sprawa. Po udanej trasie ( jesiennej ) po całej Polsce, w tym po występach w Sali Kongresowej w Warszawie podczas festiwalu JVC Jazz Jamboree 2004, grupa The Globetrotters, po krótkim odpoczynku ruszyła w nową trasę po całym kraju. Kilka dni temu, dokładnie 18 marca zagrali również w "Karolince". Dlaczego tam? Bo tam jeszcze ich nie było. A dla tych, którym nazwa zespołu brzmi dość obco ( wstyd moi drodzy ) kilka słów tytułem wyjaśnienia. Zespół tworzą: - Kuba Badach [vocal] - od 1997 r. współpracuje z Robertem Jansonem, z którym nagrywa płytę "Trzeci Wymiar". Utwór "Małe Szczęścia" z tej płyty przez długi czas gościł na pierwszych miejscach krajowych list przebojów. Z Robertem Jansonem nagrywa łącznie dwie płyty. Jego unikalny barwowo głos możemy również usłyszeć na płycie "Śpiewniki Śląskie " Katarzyny Gertner. Od trzech lat jest liderem zespołu "Polucjańci" z którym to zespołem nagrał dwie płyty. - Nippy Noya [percussion] - jeden z najciekawszych perkusistów na scenie światowej. Jest absolutnym mistrzem w grze na kalimbie -instrumencie afrykańskiego pochodzenia. Grał z wybitnymi m.in.: S.Getz, J.McLaughlin, B.Cobham, A.Summers ,The Animals. Nagrał ponad 220 płyt z największymi gwiazdami jazzu, rocka i muzyki pop, m.in.: A.Gilberto, R.Brecker, M.Brecker, B.Cobham, S.Getz, E.Burdon, J.Akkerman, E.Watts, Ch.Mariano, C.Dulfer. Występował na największych festiwalach jazzowych: "Montreux Jazz", "North Sea Jazz", "Jazz Jatra", "Cannes", "Berliner Jazztage", "Jak Jakarta". - Jerzy Główczewski [ sax. ,flute] - absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Obecnie wykładowca klasy saksofonu tejże uczelni. Współpracuje z wieloma muzykami jazzowymi jak chociażby Zbigniew Lewandowski, Eryk Kulm, Marek Bałata, Jarek Śmietana. Od wielu lat uczestnik nagrań muzyki filmowej Zbigniewa Preisnera w tym słynnego " Requiem for My Friend ", którego prapremiera odbyła się w Teatrze Wielkim w Warszawie. Powtórzenie koncertu miało miejsce w Londynie w legendarnym "Royal Festival Hall" z orkiestrą BBC Concert Orchestra. - Bernard Maseli [vibes, kalimba] - sprawca całego projektu oraz autor wszystkich utworów. Karierę na polskiej scenie jazzowej rozpoczął w 1985 roku wraz z zespołem "WALK AWAY". Od kilku lat zajmuje się również produkcją muzyczną. Jako producent zaistniał płytami "Tylko Chopin" dla Lory Szafran, oraz płytą "Melodies" Anny Serafińskiej. Od 12 lat zajmuje pierwsze miejsce w kategorii wibrafon, w ankiecie "Jazz Top" miesięcznika "Jazz Forum" oraz wysokie miejsca jako kompozytor i aranżer. Również od 12 lat jest wykładowcą na Wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Katowickiej Akademii Muzycznej. The Globetrotters reprezentuje tzw. "world music", gatunek polegający na połączeniu różnych elementów muzyki etnicznej, jazzu, muzyki soul oraz funk i czego tylko jeszcze dusza zapragnie. Nie da się ukryć - ostatnio to dość modny trend. Z tą jednak różnicą, że zdecydowana większość produkcji tego gatunku kroczy na krawędzi kiczu. Chcą być zbyt "folk" ( co brzmi jak "gorol" usiłujący zaciągać po śląsku ) lub zbyt pop ( co może przyprawić o odruch wymiotny - bez nazwisk, nie lubię jak mnie biją ). The Globetrotters nie wykazują niekorzystnych tendencji. Oryginalność muzyczna zespołu polega na nietypowym połączeniu trzech różnych indywidualności muzycznych, gdzie Kubach Badach reprezentuje soul i funk, Jerzy Główczewski - jazz a Bernard Maseli - fusion. To połączenie plus elementy folkloru całego świata, a więc latynoskie rytmy, afrykańskie i indyjskie skale, szkockie zaśpiewy i inne tego typu brzmienia obecne w każdej kompozycji zespołu stanowią o bardzo oryginalnym obliczu grupy. Trasa, w skład której wchodził koncert w Radzionkowie związana była z promocją krążka "Fairy Tales Of The Trees". Tuż po zakończeniu panowie planują wejść do studia by pracować nad nowym materiałem. Mają chłopcy zdrowie - pozazdrościć. Sama płyta nagrana została w trochę rozszerzonym składzie. Do jej powstania ( gościnnie ) przyczynili się: na gitarach Dean Brown i Przemo Maciołek , Krzysztof Ścierański ( bas ), i na sopranowym saksofonie Leszek Szczerba ( opis płyty, utworów, mp3 szukaj mój drogi, brzydzący się piractwem Czytelniku na stronie www.globetrotters.vernet.pl/ ). Koncert w składzie okrojonym był pewnym ryzykiem. I daję sobie głowę uciąć, że ryzyko to związane było z cięciem kosztów. Ale to już nie mój problem. I teraz najciekawsza rzecz. Ten skład się doskonale sprawdził. Jak to możliwe? No pewnie dlatego, że mowa tu o mistrzach improwizacji ( nie tylko jazzowej ) i niezłych "showmenach" ( szczególnie w przypadku Maselego i Nippiego ). Co więcej, grupa nie próbowała udawać, że jest ich więcej. Poszli w drugą stronę. Powstawały duety i tria, które grały niemal unplugged. Maseli bawił się kalimbą, Nippy "przeszkadzał", a Badach dorzucił własne spojrzenie na improwizację skatem. Albo duecik Maselego z Noyą. To naprawdę robiło wrażenie. Sala widowiskowa "Karolinki" choć duża jak stodoła, stawała się na tych kilka, kilkanaście minut kameralnym klubem. Można było usłyszeć oddechy widzów. I pomimo faktu, że spora grupa słuchaczy tego wieczoru prawdopodobnie po raz pierwszy miała kontakt z taką muzyką - wiem, bo tam byłem ( na sali było blisko 20 wychowanek ośrodka wychowawczego dla dziewczyn, grupa harcerzy, i inne dziwa ), to wszyscy siedzieli oczarowani. A więc ambitny zestaw twórczy nie musi być elitarny. A może te stworzenia boże ( mowa cały czas o publice ) miały w sobie jednak sporo pokładów wrażliwości. Najważniejsze, że koncert naprawdę był udany. Przyznam się od razu, że tuż przed miałem pewne wątpliwości. Wiedziałem o składzie publiki, przyznać też trzeba, że 320 osobowy parter sali był wypełniony tylko w połowie. Chociaż może właśnie dzięki temu udało się stworzyć dość intymną atmosferę. Zresztą sam zespół na początku wydawał się trochę onieśmielony. A może to po prostu zmęczenie trasą ( dzień wcześniej wracając z koncertu Benek Maseli miał drobną stłuczkę, a więc do południa dnia następnego, zamiast się wysypiać przed koncertem spędzał czas w PZU - kto był, wie co to znaczy ). W miarę jednak rozwoju wydarzeń muzycy wyraźnie się rozluźnili. Pojawił się nawet dialog z publicznością, i żeby była jasność, nie myślę tu li tylko o przedstawieniu poszczególnych członków i utworów. Wyraźnie rozbawieni i dowcipkujący muzycy zaczęli się bawić muzyką. Po prostu cieszył ich sam fakt bycia na scenie i grania muzyki. Ten entuzjazm udzielał się publiczności. Jaki stąd wniosek. Dobra muzyka grana prze profesjonalistów, ale z dużym entuzjazmem sama do siebie przekonuje. Niech więc żałują ci, których nie było tego wieczoru w "Karolince", a mogli. Zespół grał równo dwie godziny. Nikt nie miał dosyć. Mowa o obydwu stronach. Pozostaje mieć nadzieję, że nie był to tylko jednorazowy wypadek. Więcej koncertów w małych, wyalienowanych ośrodkach. W tamtych okolicach też żyją ludzie wrażliwi, którzy potrzebują kontaktu ze sztuką. Zaczynam uderzać w moralizujące tony, więc czas kończyć. A Ty mój drogi Czytelniku. Wyjdź z domu. Chodź na ciekawe koncerty. Nie polegaj tylko na czytaniu recenzji. I tym optymistycznym akcentem kończę ten przydługawy elaborat.

Daniel "bezksywy" Ryciak
-----------------------------------------
 
 
Rektorska Jazz
Trzeci koncert z cyklu Rektorska Jazz już za nami. Koncert nietypowy, gdyż odbył się w Małej Auli - tak, tak właśnie tutaj. Dlaczego? Nie zagłębiajmy się w szczegóły organizacyjne... Skupmy się lepiej na gwiazdach tego wieczoru, czyli zespole The Globetrotters! Artysci zafundowali nam niesamowity koktail muzyczny, na który składał się: funk, soul, fusion oraz muzyka etniczna z całego świata. Co wychodzi z takiego połaczenia? "Dramat" - tak powiedział lider zespołu - Bernard Maseli. A ja uważam, że nie była to ani tragedia, ani komedia:)
 Zapominając o kawie i pysznych ciasteczkach weszliśmy w świat dźwięków saksofonu, fletu, bębnów, wibrafonu, kalimby i innych niezwykłych instrumentów, którym towarzyszył wokal Kuby Badacha. Artyści zagrali utwory pochodzące z najnowszej płyty "Both Sides". Kompozycje zespołu są bardzo różnorodne, słychać w nich wiele elementów folkloru ze wszystkich stron świata. W każdym utworze było coś tajemniczego, egzotycznego, co na pewno na długo pozostanie w naszej pamięci. Niezwykła muzyka i dobry kontakt z publicznością, oparty na świetnym poczuciu humoru, idą w parze w przypadku The Globetrotters. Zapowiedzi kolejnych utworów przeplatane były zabawnymi dialogami i wspomnieniami członków zespołu. Jaki będzie następny koncert...? Tego nie wiemy, jednakże organizatorzy zapewnili nas, że odbędzie się on w styczniu. Miejmy nadzieję, że nie będzie to już "Wielki Jazz w Małej Auli", ale stuprocentowa Rektorska Jazz...

Autor: jskalska(o)polibuda.info dnia: 25.11.2005 [14:18]
Zobacz fotorelację
---------------------------------------------------------------------------------------------
 
Andrzej Szpilarewicz rozmawia z Kubą Badachem po koncercie w Jastrzębiu Zdroju.

 
4 grudnia w Domu Zdrojowym wystapił zespół The Globetrotters. Muzycy po raz czwarty zawitali do Jastrzębia. Tym razem powodem była świeżo wydana płyta "Both Sides". Zespół powstał w 1999 roku, a obecnie tworzą go: światowej sławy perkusjonista Nippy Noya, Jerzy Główczewski - jeden z najlepszych na polskiej scenie muzycznej saksofonistów, wybitny wibrafonista Bernard Maseli oraz Kuba Badach, wokalista, dla którego głos również jest instrumentem i który opowie resztę...



Występ w Jastrzębiu to przedostatni koncert w jesiennej trasie koncertowej. Możemy prosić już o jakieś podsumowanie?
Trasa męcząca, ale za to świetna muzycznie. Uwielbiam grać w tej formacji. Gram z ludźmi, którzy kiedyś byli moimi belframi. Globetrottersi powstali, kiedy byłem na drugim roku studiów i właśnie moi profesorowie zaprosili mnie na pierwszą trasę koncertową. Wracając do tej trasy... Gdyby nie fakt, że podróże nas wykańczają, bo po Polsce jeździ się fatalnie, byłaby mniej męcząca. Z Warszawy do Poznania jechaliśmy 6,5 godziny. To przecież absurd.

Możesz przybliżyć szczegóły życia muzyka na kilkumiesięcznej trasie koncertowej?
Koncertujemy codziennie. Życie przedstawia się w następujący sposób: gramy koncert, pakujemy sprzęt, po drodze szukamy fajnej knajpy, gdzie jemy kolacyjkę. Zazwyczaj około godziny pierwszej w nocy jesteśmy w hotelu i od razu kładziemy się spać. Zmęczenie powoduje, że nie jesteśmy w stanie zejść na śniadanie, dlatego śpimy do końca doby hotelowej, czyli do około godziny 12. Zazwyczaj o 12:30 dzwoni do nas pani z portierni informując, że doba hotelowa już się skończyła. My zawsze dziękujemy, mówiąc, że jesteśmy bardzo wdzięczni, iż nas obudziła, po czym odkładamy słuchawkę i śpimy dalej. Po godzinie 14, pod naciskiem "władz" wsiadamy w samochód i jedziemy w kolejne miejsce, gdzie rozkładamy sprzęt i gramy. To naprawdę spory wyczyn wyjść na scenę i być ciągle pełnym energii. Nam się to udaje. Koncert to dla nas święto, dlatego za każdym razem świętujemy, cieszymy się muzyką i przeżywamy ją.
Czym najnowsza płyta "Both Sides" różni się od poprzednich?
Najnowsza płyta jest dalszą częścią muzycznej podróży po świecie. Utwory prezentują się w nieco ciemniejszym kolorze muzycznym, czyli bardziej refleksyjnie i mrocznie. Po raz pierwszy pokusiliśmy się o produkcję samodzielną i po raz pierwszy dr. hab Bernard Maseri (wibrafonista) zasiadł za stołem mikserskim i sam zmiksował większość materiału na płytę.

Niektórzy słuchając Was używają takiego określenia jak półplayback, bo część instrumentów odtwarzanych jest z czytnika midi. Nie uważasz, że przez to tracicie na swojej oryginalności, bo przecież cechuje was to, że używacie dość nietypowych i oryginalnych instrumentów?
Gdybyśmy chcieli wykonywać całość materiału muzycznego na żywo, bez pomocy urządzeń, potrzebowalibyśmy 26 muzyków. Proszę sobie wyobrazić ile kosztowałby taki koncert. Może za granicą, gdzie muzyka jest w jakimś stopniu dotowana, moglibyśmy sobie pozwolić na taki luksus, ale w Polsce, niestety, dotowana jest innego rodzaju sztuka... 

Wspomniałeś o zagranicy. Już kilkakrotnie występowaliście poza granicami naszego kraju...
Tak, ale trudno koncertować za granicą, ponieważ czasowo jest to nie do objęcia. Żeby zagrać jeden koncert za granicą, nieraz musimy poświęcić cały tydzień. W tym roku występowaliśmy w Kuwejcie, mamy zaproszenie również do Indii i do Indonezji, gdzie lecimy już chyba 6 rok i dolecieć nie możemy. Chcemy również koncertować w Europie, w Australii i Oceanii.
Jak rozpoczęła się wasza muzyczna przygoda z perkusjonistą Nippy Noyą?
Bernard Maseli koncertował kiedyś z Nippym w innym zespole i któregoś razu zaprosił go do zagrania w Globetrottersach. Po drugiej trasie powiedział nam, że już nie chce grać z nami jako zaproszony gość, ale jako pełnoprawny członek zespołu. Dla nas jest to ogromne wyróżnienie, bo Nippy to niesamowity człowiek, legenda muzyki. Nagrał ponad 240 płyt z muzykami światowej sławy. Często zdarza się, że oglądamy klip w MTV, a Nippy mówi, że wielu z nich zna, niektórych uczył, a Stinga zna bardzo dobrze itd.

Na jednej z waszych płyt wystąpił znany basista Krzysztof Ścierański. Nie myślicie o zatrudnieniu basisty?
Myślimy o tym i mam nadzieję, że uda nam się znaleźć basistę i perkusistę.

Jak duży procent waszej muzyki stanowi improwizacja?
Bardzo duży procent. Każdy koncert jest zupełnie inny. Przed każdym z nich nie wiemy, co tak naprawdę się wydarzy. Do tego dochodzą partie solowe w każdym utworze, a solówka polega na tym, że "otwierasz czaszkę" i grasz, co ci w duszy gra. Dzięki temu nie nudzimy się na scenie i właśnie to bardzo sobie cenię. Zagraliśmy do tej pory ponad 200 koncertów i nadal potrafimy zagrać utwór zupełnie inaczej.

Skupmy się przez na chwilę na twoim wokalu. Poza utworami w języku angielskim można odnieść wrażenie, że to co śpiewasz, to nic innego jak zlepek chaotycznie niepoukładanych sylab, liter...
Dokładnie tak. Nic nie znaczące sylaby umożliwiają zapanowanie nad instrumentem. Generalnie wokaliści jazzowi używają do improwizacji techniki "scat". Szukam jakby własnej ścieżki, dlatego technikę scatową zastąpiłem innymi elementami, które dla mnie są bardziej melodyjne. Chłopaki się śmieją, że śpiewam w wymyślonym na poczekaniu języku i rzeczywiście tak jest. Co koncert to nowy język.

Co prawda jesteście świeżo po wydaniu najnowszej płyty, ale możesz powiedzieć już o najbliższych planach The Globetrottersów?
Dopóki nie poczujemy zmęczenia materiałem i zmęczenia sobą będziemy grać. Jak na razie takiego zmęczenia nie odczuwamy. Każdy spędzony wieczór to świetna zabawa i na scenie jesteśmy nie do ruszenia.

Wywiad pochodzi z portalu www.jasnet.pl
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


 
 
 
 
------------------------------------------------
XXIII Jeunesses Musicales - dzień drugi
(27.02.2005, 00:24)
- Warto było czekać cały rok na taki koncert - usłyszałem w foyer (o ile tak można nazwać korytarz MCKiS) sali teatralnej po występie grupy Globetrotters. Widownia wychodziła napełniona pozytywną energią. Hasło wcale nie zaczerpnięte z jakiegoś nawiedzonego pisemka pseudomedycznego, lecz precyzyjnie oddające fakty. Trio - zamiast kwartetu w składzie: Bernard Maseli, Jerzy Główczewski oraz Nippy Noya - zachwyciło, pobudziło i wywołało niezwykłe, pozytywne wibracje swoją muzyką. Bernard Maseli - wibrafonista, kompozytor, aranżer, producent, pedagog. Karierę na polskiej scenie jazzowej rozpoczął w 1985 roku wraz z zespołem "WALK AWAY" na festiwalu "Jazz nad Odrą" we Wrocławiu, gdzie zdobył główną nagrodę solistyczną, a zespół pierwsze miejsce w swojej kategorii. Odbył wielkie trasy koncertowe wraz z Urszulą Dudziak (po drodze trafił do Hali Widowiskowej w Jaworznie) i z legendarnym trębaczem Milesem Davissem). Jerzy Główczewski - absolwent Wydzialu Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Obecnie wykładowca klasy saksofonu tejże uczelni. Początek studiów obfituje nagraniem płyty z big bandem AM, oraz współpracą z Jarkiem Śmietaną w formacji EXTRA BALL.Zwieńczeniem współpracy z Jarkiem Śmietaną był Ogólnopolski Konkurs Improwizacji Jazzowej. Jerzy Główczewski zostaje laureatem I-szej nagrody tegoż konkursu. Od tego momentu rozpoczyna się współpraca z zespołem Aleksandra Maliszewskiego ALEX BAND, z którym dokonał wielu nagrań płytowych i telewizyjnych, akompaniując znanym i popularnym wykonawcom na wielu festiwalach,(Sopot, Opole) Nippy Noya - jeden z najciekawszych perkusistów światowej sławy. Urodził się w Indonezji, ale od dzieciństwa mieszka w Holandii. Karierę muzyczna zaczynał na kongach,stopniowo jego instrumentarium rozszerzało się o egzotyczne instrumenty, które zbierał podczas licznych podróży po całym świecie. [ jest absolutnym mistrzem w grze na kalimbie- instrumencie afrykańskiego pochodzenia]. Grał z wybitnymi muzykami m.in.: S.Getz, J.McLaughlin, B.Cobham, A.Summers ,The Animals. Zabrakło (?) czwartego z muzyków, śpiewającego Kuby Badacha - nie mógł przybyć do Jaworzna. Maseli wyjaśniał na tyle niedokładnie, że nikt z wdzięcznych słuchaczy nie poznał przyczyny. I bez solisty koncert zabrzmiał tak nieprawdopodobnie bogato, że trudno sobie wyobrazić, że mógłby wybrzmieć jeszcze atrakcyjniej. Instrumentarium zespołu to nie tylko wibrafon plus saksofony plus perkusja. Jeszcze doszło wsparcie elektroniki, które dało interesujący brzmieniowo efekt - słychać było nie tylko brzmienie europejskie, azjatyckie, południowo-amerykańskie, ale zabrzmiały Gwiezdne wojny do spółki z peruwiańskimi Aztekami. Never been on the Dark Side to 10 minut romantycznej ballady. Pozostałych pozostałych kompozycjach przewijają się elementy orientalne i latynoskie wymieszane z odrobiną popu. Urzekające kompozycje (Indi!! It's too late baby),mnóstwo brzmieniowych perełek, wirtuozeria solówek - jednym słowem muzyka, którą tworzy zespół jest przy tym wszystkim oryginalna i nie ma swoich odpowiedników na polskim rynku muzycznym A przy tym czuje się, że powstała z potrzeby serca, z prawdziwej pasji i wzajemnej sympatii, którą muzycy darzą siebie i wspólnie, ze swojej przyjaznej aury, tworzą pozytywne wibracje (wibrafon przecież gra najczęściej) publiczności. Publiczność nie pozostaje obojętna na taką dawkę autentycznej radości, pozytywnej energii i pasji - jaworznicka publiczność, która jest widownią wyrobiona już na XXIII jeuness'ach, więc z tradycjami, potrafi taką pasję uznać i nagrodzić brawami na stojąco.
PS. Tym razem widzowie dopisali - miejsc wolnych nie było!

Recenzja pochodzi z portalu:
www.obywatelskie.jaworzno.pl